Czy naprawdę możesz wszystko?

Kilka tygodni temu usłyszałam ciekawe pytanie:
„Gdybyś jeszcze raz mogła wybrać swoją zawodową drogę, bez żadnych ograniczeń, co byś wybrała?”

Odpowiedź wymagała dłuższego namysłu. Przecież od lat mówi się nam, że możemy wszystko, że wystarczy chcieć, marzyć odważnie, a cały wszechświat ruszy nam na pomoc.

Tylko… czy aby na pewno?

Wybór

Jak odpowiedziałam?

Może NASA – niekoniecznie jako astronautka, ale pracować przy misjach kosmicznych. Nierealne. Fizykę miałam na poziomie minimum, matematyka na piątkę, ale szkolną, nie akademicką. Zabrakłoby mi fundamentów.
Może ASP? Kocham sztukę, ale uznałam kiedyś, że nie da się z tego wyżyć, chyba że pośmiertnie.
Pisarka? To akurat wciąż możliwe, trzy książki czekają na publikację.

Podobne odpowiedzi słyszę od innych:
– Lekarka, która chciałaby studiować filozofię, ale nie wie, jak się z tego utrzymać.
– Kolega, który mógłby być szlifierzem diamentów, ma cierpliwość, ale nikt mu tego nie podpowiedział.
– Inny chciał być pilotem, ale zdrowie nie pozwoliło.

Realny cel

W coachingu uczymy, że cel musi być realny.
Nie każdy może wszystko i to nie jest zła wiadomość. To po prostu życie.

Nie każdy z nas urodził się z talentem muzycznym, matematycznym czy sportowym. Nie wszyscy mamy ten sam start – społeczny, finansowy, rodzinny. Są rzeczy, których nie przeskoczysz. I takie, które możesz przezwyciężyć, o ile się do tego realnie przygotujesz.

Eddie the Eagle – czyli wyjątek, który potwierdza regułę

Michael Edwards, znany jako Eddie the Eagle, marzył o udziale w zimowych igrzyskach olimpijskich. Miał wadę wzroku, nie miał warunków fizycznych, pierwszy raz założył narty w wieku 13 lat. Najdłuższy jego skok? 73,5 metra.
Wystartował na igrzyskach… tylko dlatego, że przepisy wtedy jeszcze pozwalały. Dziś by odpadł w kwalifikacjach.
Spełnił marzenie – i tylko to. Nie został zawodowcem.
Był wyjątkiem – i pięknym przykładem na to, że czasem warto robić coś „dla siebie”.

Warunki i rzeczywistość

Nie jest bez znaczenia, gdzie się urodziłaś.
Warszawa daje inne możliwości niż Zbąszynek. Londyn – inne niż małe miasteczko w Polsce.
Ja marzyłam o studiach w Warszawie i to już było ambitne. Udało się. Ale kosztowało mnie to wszystko: pracę, wyrzeczenia, samotność, zmęczenie. Gdybym wtedy marzyła o studiach w Nowym Jorku, być może nie dałabym rady. Ekonomia życia by mnie pokonała.

Nie było mnie stać na nierealne marzenia.
Ale było mnie stać na ambitne cele.

I dziś z perspektywy, dobrze, że potrafiłam to odróżnić.

Wartości i konsekwencje

To, czego pragniemy, warto zawsze konfrontować z tym, co ważne dla nas i dla bliskich.
Czy nasze marzenia nie ranią innych? Czy nie idziemy po trupach do celu? Czy nie zostawiamy dzieci, partnerów, rodziców w chaosie, bo „chcemy się spełniać”?
Wartości są kompasem. Coach pomoże je nazwać.
Potem łatwiej określić, czy dany cel nas wzmocni, czy tylko spełni cudze oczekiwania.

A więc: marzyć?

Tak. Z całych sił.

Ale nie w oderwaniu od rzeczywistości.

Marzenia warto przekuwać w plany. Sprawdzać, co po drodze trzeba opanować. Uczyć się, rozwijać, wychodzić ze strefy komfortu.
Ale też nie oszukiwać się, że wszystko się da.
Nie każdy nieśmiały zostanie komikiem. Ale nieśmiałość można przepracować.
Nie każdy bez głosu zostanie gwiazdą opery. Ale śpiewać pod prysznicem już może.

Wyjątki są, ale na Marsa poleci garstka ludzi.
Reszta z nas ma szansę żyć naprawdę dobrą wersją życia. Jeśli cel będzie realny, trudny, ale możliwy.

🎯 Jeśli chcesz wyznaczyć swój realny cel i zderzyć go z wartościami zacznij od „Szóstki sukcesu”.
To autorskie narzędzie coachingowe, które pozwoli Ci uporządkować myśli, zidentyfikować priorytety i zbliżyć się do tego, co naprawdę Twoje.
Bez coachingowego bullshitu. Za to z mądrym prowadzeniem i konkretnymi pytaniami.

Magdalena Radomska 

Przewijanie do góry